Łukasz Majorek
„Sam jeżdżę po Krakowie” – jak to było…
Potrzeba…
Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazku. Tak było z wieloma osiągnięciami techniki, medycyny i innymi, w tym także różnego rodzaju programami edukacyjnymi, terapeutycznymi i rehabilitacyjnymi. Podobnie było i z tym programem. Pomysł nie narodził się sam. Do Poradni zgłosili się rodzice z zapytaniem, czy ich autystyczni synowie mogą się nauczyć samodzielnie dojeżdżać do szkoły, czy też w inne miejsca na terenie miasta. Prośba
ta dotarła do mnie i zacząłem się zastanawiać jak ugryźć problem. Zdawałem sobie sprawę z tego, że zadanie nie jest proste. Oczekiwany efekt, czyli w pełni samodzielne poruszanie się po mieście dwóch nastolatków z autyzmem było zarazem bardzo pożądane przez rodziców jak i niepewne i trudne do osiągnięcia. Od pierwszych rozmów z rodzicami uprzedzałem i przygotowywałem ich na to, że może się okazać, że osiągnięcie pełnej samodzielności może się nie udać z racji różnych czynników.
Praktyka czy teoria?
Czując odpowiedzialność i presję sporo czasu spędziłem na opracowywaniu kolejnych kroków usamodzielniania moich pacjentów. W tym miejscu przypomina mi się moja kilkudziesięciu minutowa dyskusja z profesorem na studiach, kiedy to spór toczył o się o to czy jak twierdził profesor uczymy od razu w praktyce, czy jak sugerowałem wprowadzamy początkowo podstawowe zasady w teorii i dopiero wtedy ruszamy z praktyką i ćwiczeniami
w terenie. Tamta debata zakończyła się tak, że każdy z nas został przy swoim zdaniu. Ja miałem to szczęście zweryfikować swoje założenia i przypuszczenia kilka lat później.
Teoretyczne początki
Podczas pierwszego spotkania każdy z chłopców wypełniał specjalnie przeze mnie stworzoną ankietę odpowiadając na pytania dotyczące: dotychczasowych doświadczeń z komunikacją miejską, samodzielności na co dzień oraz znajomości podstawowych zasad zachowania się na ulicy, przejściu dla pieszych czy w autobusie i tramwaju. Dla mnie ankieta stanowiła bazę, na podstawie której ustaliłem faktyczny stopień samodzielności (nie ten
z relacji rodziców, ale z tzw. pierwszej ręki). Pomogło mi to lepiej dopasować ćwiczenia jak i zakres wiedzy możliwy i konieczny do opanowania przed przystąpieniem do ćwiczeń praktycznych. Pierwszy etap, czyli przygotowanie teoretyczne składało się z około 5/6 godzinnych spotkań, na których chłopcy uczyli się:
· odczytywać mapę miasta, znajdować na niej wskazane ulice, obiekty, wytyczać
trasy z ustalonych punktów, odczytywać numery linii MPK,
· zasad jakie obowiązują w środkach komunikacji miejskiej,
· odczytywać rozkłady MPK,
· jak można zachować się w sytuacji trudnej – podczas zaczepiania przez kogoś obcego, awarii autobusu lub tramwaju, zmiany trasy, opóźnienia kursu,
· rozpoznawać znaki drogowe i reagować na ich wskazania (np. zakaz ruchu pieszych, przejście drugą stroną ulicy),
· poprawnie zachowywać się podczas przechodzenia przez jezdnię po przejściu dla pieszych z sygnalizacją i bez sygnalizacji świetlnej,
· planować w oparciu o mapę dojazd do różnych miejsc rozpoczynając od tych najbliższych jak np. trasa: dom – szkoła.
W pierwszym etapie miały również miejsce proste ćwiczenia praktyczne. Były to najczęściej krótkie zakupy w sklepie oddalonym kilkanaście metrów od ośrodka, w którym odbywały się spotkania. Każdorazowo po takich zakupach odbywaliśmy rozmowę podsumowującą, która poruszała ewentualne trudności jakie chłopcy mieli, zasady jakich musieli się trzymać. Nie bez znaczenia w realizacji tego programu była motywacja obu chłopów. Zarówno jeden jak i drugi bardzo chcieli móc samodzielnie korzystać z komunikacji miejskiej. Zwiększeniem, więc jeszcze motywacji było ukazanie im faktu, że mogą spróbować nauczyć się dojeżdżać nie tylko do szkoły, ale i do kina, na inne zajęcia, na jakie uczęszczają w tygodniu lub w inne miejsca, które lubią lub ich interesują. Spotkanie podsumowujące teorię było dla chłopców wyzwaniem i dużą radością zarazem. Wyzwaniem - gdyż najpierw zdawali mini egzamin z tego, co nauczyli się do tego momentu. Rozwiązywali test odpowiadając na pytania, wskazując prawidłowe odpowiedzi oraz znajdując na mapie określone ulice korzystając ze spisu umieszczonego na odwrocie mapy. Test motywował chłopców do pamiętania przekazywanej wiedzy i zasad, wiedzieli, że po teście zaczną się wyjazdy – czyli część praktyczna.
Dlaczego to spotkanie było też dużą radością? Ponieważ zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami po teście wspólnie planowaliśmy kolejne spotkanie, które miało już charakter praktyczny, a miejsce docelowe, do którego się
wybieraliśmy, wybierali sami zainteresowani.
Wyjazd motywacyjny
Tak jak już wspomniałem chłopców nie trzeba było specjalnie motywować do nauki i nabywania nowych umiejętności. Jednak w ramach wzmocnienia wszystkiego dobrego, co wydarzyło się do tej pory na zajęciach, to chłopcy wyznaczali pierwszy nasz cel w zajęciach „wyjazdowych”. W ten sposób z jednym z nich dojechaliśmy do jednej z zajezdni MPK w Krakowie, a z drugim trafiliśmy na lotnisko Balice. Wyjazd ten pokazał chłopcom lepiej niż cokolwiek innego, że jak się chce to można bardzo dużo, a miejsca kiedyś niedostępne są na wyciągnięcie ręki.
Praktyka
Kolejne ćwiczenia praktyczne miały już bardziej sprecyzowane lokalizacje ze względu na wcześniej zgłaszane przez rodziców i chłopców zapotrzebowanie. W obu przypadkach trasą „pierwszej potrzeby” była trasa do szkoły i powrotna ze szkoły do domu. Początkowo trasę pokonaliśmy razem komentując i mówiąc o tym, co robimy, gdzie się przesiadamy i na jaką linię. Następnie pokonywaliśmy trasę w pewnej odległości tzn. podążałem za każdym z chłopców, utrzymując odległość 4-6 metrów, w razie czego służąc wsparciem. Stopniowo zwiększałem odległość i wyznaczone trasy odbywaliśmy w różnych częściach pojazdu. Jeden z końcowych etapów to przejazd chłopców „pozornie nieśledzony”. Polegał on na tym, że mówiłem chłopcom, że jadę za nimi, następnym autobusem lub tramwajem, jednak ze względów bezpieczeństwa bardzo dyskretnie wsiadałem do tego samego środku transportu i starałem się z ukrycia obserwować poczynania podróżującego. W trakcie jeżdżenia, w praktyce ćwiczyliśmy sprawdzanie rozkładów jazdy, przesiadania się w wyznaczonych miejscach, czekanie na przystankach na właściwą linię oraz kupowanie biletów – ćwiczyliśmy ten element pomimo tego, że chłopcy mieli legitymacje uprawniające do bezpłatnego przejazdu MPK. W trakcie wyjazdów udało się też „trafić” na kontrolę biletów, podczas której chłopcy świetnie sobie poradzili z okazaniem legitymacji. Ćwicząc w praktyce radzenie sobie w sytuacji trudnej czasem przed przystankiem mówiłem podopiecznemu, że zakładamy, że autobus się psuje i na następnym przystanku musi wysiąść i dotrzeć inną linią do celu. Zawsze docieraliśmy do celu, więc próba ta była adekwatnie dobrana i co najważniejsze skutecznie rozwiązana. Jednego z chłopców poddałem jeszcze większej próbie. Podczas jednego z wyjazdów początkowo ja prowadziłem, w ciągu 45 minut zmienialiśmy kilkakrotnie środek transportu i linię, wyjechaliśmy na przedmieścia. Zadaniem było znaleźć drogę powrotną do domu w jak
najkrótszym czasie. Wróciliśmy w 25 minut korzystając z 2 autobusów, co było dla mnie nie tyle zaskoczeniem, co miłym potwierdzeniem dużych umiejętności chłopca biorącego udział w programie.
Ostateczny egzamin
Ostatecznym sprawdzianem dla chłopców było w pełni samodzielne pokonanie trasy z domu do szkoły i z powrotem. Dla chłopców było to kolejne pokonanie w pojedynkę znanej już trasy, ja miałem już okazję ich obserwować jak sobie radzą w tej sytuacji, dlatego wprowadziłem pewną zmianę. Bez wiedzy podróżujących wysłałem za nimi osoby, których nie znali. Osoby te nie były profesjonalistami z zakresu autyzmu czy innych zaburzeń,
poproszone zostały o obserwowanie jak sobie chłopcy radzą, jak się zachowują, czy zwracają na siebie uwagę nietypowym zachowaniem, na ile są pewni tego, co robią. W obu przypadkach sprawdzian przebiegł bez zakłóceń, a relacje obserwatorów były satysfakcjonujące. Obaj chłopcy dotarli bez problemu do celu, nie zwracali na siebie uwagi nieadekwatnym zachowaniem, byli spokojni i pewni podczas wsiadania i zmieniania linii autobusowych.
Po zakończeniu programu obaj chłopcy dowiedli, że są w stanie wykorzystywać nabyte umiejętności w praktyce. Obaj korzystają z możliwości samodzielnego przemieszczania się i są z tego dumni – wiem, bo otwarcie o tym mówią. Tekst ten jest pierwszą próbą opisania tego programu, nie powstał on do tej pory w jednolitej formie i dopiero teraz zmobilizowałem się do scalenia wszelkich informacji i pomysłów jakie wykorzystałem w programie. Roboczo nazwałem go „Sam jeżdżę po Krakowie” i z braku lepszej propozycji prezentuję go nadal pod tą nazwą. Dla chłopców i ich rodziców program przyniósł oczywiste korzyści, dla mnie był nowym doświadczeniem potwierdzającym, że warto próbować nowych rozwiązań, i że czasem naprawdę strach ma wielkie oczy, a cele sprawiające wrażenie bardzo niepewnych, odległych i trudnych do osiągnięcia są na wyciągnięcie ręki.
Zajęcia były realizowane w ramach Miejskiego Programu Ochrony i Promocji Zdrowia „Zdrowy Kraków”